Kąpiel to jedna z większych przyjemności w moim życiu. Przez lata skazana jedynie na prysznic, odkąd się przeprowadziłam korzystam z wanny kiedy tylko mogę. Jestem uzależniona wręcz od piany, olejków i świeczek zapachowych w łazience i wciąż odkrywam nowe gadżety umilające kąpiel.
Od kilku tygodni na łazienkowej półce stoją dwa kosmetyki marki Bielenda. To olejki do kąpieli zawierające ponoć naturalny afrodyzjak czyli Johimbinę :)
Zacznę od tego że
nie jest to olejek i tym faktem byłam bardzo rozczarowana. To zwykły żel pod prysznic/ płyn do kąpieli, nie ma w sobie oleistej konsystencji. A tak marzyłam o olejku chlip chlip.
Zapach faktycznie
uwodzi nos. Nie wiem która wersja jest ładniejsza, obie bardzo lubię i stosuję zamiennie.
Produkt zamknięty jest w dużej plastikowej butelce o pojemności 400ml. Jeden z nich ma nakrętkę, drugi jest zamykany na klips- nie wiem z czego wynika ta różnica.
Konsystencja typowo żelowa, płynna. Bardzo dobrze się pieni. Produkt służy mi jako płyn do kąpieli a nie żel do mycia.
Daje obfitą pianę która niestety nie trwa do końca kąpieli (może za długo siedzę w wannie?).
Nie zauważyłam by nawilżał jakoś specjalnie ale
nie wysusza i nie podrażnia skóry. Pięknie pachnie i zapach dość długo jest wyczuwalny w łazience czy na skórze.
Całkiem niezły ale mnie nie uwiódł.
Pojemność: 400ml
Cena: ok. 15zł
Pozdrawiam, Aga