Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2025

Nowy kolor, nowa energia!

Blond to nie kolor, to zobowiązanie. Wymaga cierpliwości, odpowiedniej pielęgnacji i – przede wszystkim – fachowej ręki. Osiągnięcie chłodnego, eleganckiego odcienia to prawdziwa sztuka, ale w Be Beauty salon  (Łódź, ul. Wrocławska 1) wiedzą, jak ją opanować do perfekcji!


Już od pierwszej chwili czułam, że trafiłam w ręce profesjonalistek, które wiedzą, jak pracować z włosami. Indywidualne podejście, analiza kondycji pasm, dobór odpowiednich produktów i precyzyjna aplikacja koloru – tutaj nic nie dzieje się przypadkiem. Efekt?



Blond marzeń – chłodny, lśniący i pełen życia, a moje włosy są w świetnej kondycji mimo wymagającego procesu rozjaśniania.



Uzyskanie i potem utrzymanie chłodnego, lśniącego blondu to prawdziwe wyzwanie.  Żółte tony? Przesuszenie? Matowe, pozbawione życia pasma? Blond potrafi płatać figle, ale odpowiednia koloryzacja i pielęgnacja robią różnicę!  

Kluczem do sukcesu jest profesjonalne podejście – dobór odpowiedniej techniki, precyzyjne tonowanie i kosmetyki, które nie tylko nadają wymarzony odcień, ale też dbają o kondycję włosów. Dlatego warto oddać się w ręce ekspertów, którzy znają blondy na wylot i potrafią dopasować rozwiązania do indywidualnych potrzeb włosów.  

Dobry blond to nie przypadek – to efekt wiedzy, doświadczenia i właściwej pielęgnacji. Jeśli marzycie o idealnym odcieniu, postawcie na profesjonalistów!



Jeśli szukacie miejsca, gdzie naprawdę słuchają Waszych potrzeb i dbają o każdy detal, to Be Beauty Salon fryzjersko-kosmetyczny i Akademia w Łodzi przy ul. Wrocławskiej 1 jest tym salonem, do którego warto wracać. Dziękuję za perfekcyjny kolor i zdrowe włosy!


Pozdrawiam, Aga

 

wtorek, 26 kwietnia 2022

Z wizytą w Hairmate

Zmiany są dobre. Lubię zmiany. Te zaplanowane, przemyślane, dopracowane. Nie należę do osób spontanicznych, żyjących chwilą, lubiących niespodzianki. Doceniam spokój, zaplanowany rytm dnia. Jeśli coś zmieniam, myślę nad tym długo, rozważam za i przeciw a potem działam. Jak jest u Was?




Gdy moje życie się zmienia, zmieniam fryzurę :) Tak właśnie zrobiłam wczoraj.

Niedawno odkryłam nowe miejsce na mapie Łodzi Hairmate ul. Piotrkowska 6. I postanowiłam, że to właśnie tam wybiorę się w celu zmiany mojej fryzury. 



I zadziała się tam magia. Patrycja petarda wysłuchała mnie, zaczarowała  i dopieściła moje włosy. Skróciła je ponad 10 cm, dodała kolor i rozświetliła głowę refleksami. Wyszłam stamtąd z lekką głową, uśmiechem na ustach i radością w oczach. Tego dokładnie chciałam!


Koniecznie tam zajrzyjcie! Zachwyci Was estetyka tego miejsca a profesjonaliści zajmą się Waszymi włosami na szóstkę


 Pozdrawiam, Aga

niedziela, 30 grudnia 2012

Dekalog Zdrowej Skóry z FlosLek- Po dziesiąte Dbaj o skórę głowy

Czas na ostatni punkt dekalogu :)

Dekalog Zdrowej sSkóry z FlosLek
 Po dziesiąte: Dbaj o skórę głowy


Okresowo stosuj profilaktykę przeciwłupieżową.
Zaniedbania w pielęgnacji włosów mogą prowadzić do pogorszenia stanu skóry głowy i konieczności leczenia farmakologicznego.
Łupież tłusty i łojotokowe zapalenie owłosionej skóry głowy powstają na podłożu przetłuszczającej się skóry łojotokowej. Dlatego też, jeśli nasze włosy szybko się przetłuszczają, od czasu do czasu powinniśmy stosować szampony, które mają działanie przeciwgrzybiczne. Warto pamiętać, że nadmierny łojotok owłosionej skóry głowy może prowadzić do przerzedzenia włosów i do przedwczesnego łysienia. Jeśli nasze włosy szybko się przetłuszczają, powinniśmy codziennie stosować łagodne szampony (co nie jest równoznaczne z szamponami dla dzieci!) przeznaczone do częstego stosowania, które nie tylko myją włosy i skórę głowy, ale również ją nawilżają. Tego typu szampony pomagają zachować fizjologiczne, lekko kwaśne pH skóry, ale nie zniszczą jej naturalnego płaszcza lipidowego. Zbyt agresywne, nieodpowiednio dobrane preparaty mogą spowodować przesuszenie skóry głowy, które będzie skutkować świądem i łupieżem suchym - innym niż łupież tłusty, ale nie mniej dokuczliwym. To mit, że częste mycie głowy jeszcze bardziej nasila łojotok. Stan skóry głowy zależy nie od tego jak często ją myjemy, a od tego czym ją myjemy. 
źródło materiały Floslek

                                          ELESTABionR Szampon regeneracyjny                                           

Specjalistyczny szampon nowej generacji intensywnie wzmacniający włosy, z wyciągiem z korzenia żeń-szenia (Panax ginseng) i substancją kondycjonującą, oparty na łagodnej bazie myjącej. - Regeneruje, odżywia i odbudowuje strukturę włosa. - Zapobiega wypadaniu i wzmacnia cebulki włosów. - Normalizuje proces keratynizacji naskórka. - Likwiduje przyczyny łupieżu i zapobiega jego nawrotom. - Szampon nie podrażnia skóry głowy. - Bardzo dobrze się pieni, myje i spłukuje.
Włosy wzmocnione, pełne witalności, bez rozdwojonych końcówek, miękkie i puszyste, bez łupieżu.
źródło floslek.pl
Pojemność: 150ml
Cena: ok 18zł

 
 

 Szampon o normalnej, niezbyt gęstej konsystencji i kosmetycznym zapachu (dla mnie nieco drażniącym). Słabo się pieni (mimo SLS na drugim miejscu w składzie). Jest raczej wydajny. łagodzi podrażnienia skóry głowy, zmniejsza swędzenie. Wzmacnia cebulki i zmniejsza wypadanie włosów. Po użyciu trzeba sięgnąć po odżywkę gdyż mogą być problemy z rozczesaniem włosów.

                           ELESTABionS i ELESTABionT- szampony dermatologiczne                             

ELESTABionS
Specjalistyczny szampon nowej generacji oparty na Elestab® HP 100 (Diizotionian heksamidyny). Skutecznie i długotrwale usuwa łupież suchy i pstry. Zapobiega jego nawrotom. - Normalizuje proces keratynizacji naskórka, wyraźnie zmniejsza nadmierne złuszczanie się owłosionej skóry głowy. - Likwiduje przyczynę łupieżu suchego i pstrego. - Hamuje rozwój bakterii drożdżaków oraz grzybów skóry głowy (Malassezia furfur) - przyczynę łupieżu. - Reguluje i odnawia naturalną mikroflorę bakteryjną. - Nawilża skórę głowy i włosy. - Likwiduje podrażnienia i zaczerwienienia. - Hamuje wypadanie włosów. Szampon nie podrażnia skóry głowy. Bardzo dobrze się pieni, myje i spłukuje.
Długotrwała i skuteczna likwidacja lub znaczne zmniejszenie objawów łupieżu suchego i pstrego u wszystkich badanych. Wypielęgnowane, miękkie i puszyste włosy bez łupieżu.

ELESTABionT
Specjalistyczny szampon nowej generacji oparty na Elestab® HP 100 (Diizotionian heksamidyny). - Normalizuje proces keratynizacji naskórka. - Skutecznie i długotrwale likwiduje przyczynę łupieżu tłustego i pstrego oraz zapobiega jego nawrotom. - Zmniejsza łojotok i przetłuszczanie włosów. - Hamuje rozwój bakterii, drożdżaków oraz grzybów skóry głowy (Malassezia furfur) - przyczynę łupieżu. - Reguluje i odnawia naturalną mikroflorę bakteryjną. - Reguluje pracę gruczołów łojowych, poprawia kondycję skóry głowy. - Ułatwia rozczesywanie włosów. - Szampon nie podrażnia skóry głowy. Bardzo dobrze się pieni, myje i spłukuje. - Szampon nie podrażnia skóry głowy. Bardzo dobrze się pieni, myje i spłukuje.
Długotrwałe i skuteczne usunięcie przyczyn łupieżu tłustego i pstrego (aż u 90% badanych). Wypielęgnowane, miękkie i puszyste włosy bez skłonności do przetłuszczania.
źródło floslek.pl
Pojemność: 150ml
Cena: ok.17-19zł


 Szampony dermatologiczne w saszetkach. Niewiele o nich napiszę gdyż nie mm łupieżu, powędrowały do mojego taty który był z nich zadowolony.

I tym włosowym akcentem kończę przygodę  Dekalogiem Zdrowej Skóry z FlosLek :) Na koniec chciałabym przybliżyć Wam 3 produkty marki FlosLek których nie włączyłam w żaden z wybranych przeze mnie punktów.



                                                        Emulsja kojąca SOS po opalaniu                                                

Przynosi ulgę, delikatnie chłodzi. Łagodzeni podrażnienia i uspokaja skórę. Zdecydowanie zmniejsza zaczerwienienie oraz uczucie nadmiernego rozgrzania. Intensywnie i długotrwale nawilża. Silnie regeneruje komórki skóry. Działa przez wiele godzin.
Nawilżona i zregenerwoana skóra, przygotowana do następnych kąpieli słonecznych oraz wizyt w solarium.
źródło floslek.pl
Pojemność: 200ml
Cena: 16-20zł

 
 

 Leciutka, nieco lejąca się konsystencja. Emulsja bardzo dobrze koi podrażnioną i spieczoną skórę, nawilża ją i szybko regeneruje. Bardzo wydajna.

                                                     Balsam delikatnie brązujący                                                          

Utrwala i podkreśla istniejącą opaleniznę. Doskonale nawilża, wygładza, uelastycznia i regeneruje. Chroni przed działaniem wolnych rodników.
Złocista, naturalnie wyglądająca opalenizna. Skóra jest rozświetlona, gładka i pełna blasku
.
źródło floslek.pl
Pojemność: 200ml
Cena: ok.18zł

 
 

Dość lekka konsystencja. Ciężki, otulający zapach karmelu z masłem kakaowym. Jeśli lubicie takie wonie, polecam. Mnie ona męczyła strasznie choć Lilly uwielbia ten zapach i od razu liże mnie po rekach ;)
Dość długo się wchłania. Delikatnie brązuje skórę, z efektu jestem zadowolona. Oprócz tego ma działanie pielęgnacyjne- nawilża, wygładza i dodaje zdrowego blasku.

 Wazelina kosmetyczna do ust

Ochronno – odżywcze. -Wygładza, nawilża i delikatnie natłuszcza usta. - zapobiega łuszczeniu, wysuszeniu i pękaniu naskórka. - Delikatnie nabłyszcza wargi.
Atrakcyjne, odpowiednio nawilżone i wygładzone usta.
źródło floslek.pl
Pojemność: 15g
Cena: ok.8zł

 

Wazelinę tę recenzowałam już, tyle że w innej wersji zapachowej. Zainteresowanych odsyłam do mojej notki :) Wazelina kosmetyczna do ust Flos-Lek
Ta wersja powędrowała do znajomej gdyż nie znoszę zapachu wanilii.

 pozdrawiam
Aga

sobota, 17 listopada 2012

Kozieradka działa cuda

...przynajmniej u mnie. Ale może zacznę od początku.


Pierwszy raz o kozieradce przeczytałam u Kasi kascysko. Najpierw o dobroczynnym wpływie na włosy KLIK a potem na cerę KLIK.
Zaczęłam od włosów. Poszłam tropem Kasi- zalewam łyżkę kozieradki niecałą szklanką wrzącej wody, czekam aż się zaparzy, potem ostygnie i...działam :) można to jeszcze odcedzić ale ja tego nie robię.  Powstaje żółtawy płyn o zapachu bulionu tudzież Maggie :) kojarzy mi się nieco z olejem Tamanu. Płyn trzymam w lodówce. Oprócz tego że stoi sobie tam w moim kolorowym kubeczku to spełnia jeszcze jedną rolę. Bardzo ważną. Ważniejszą od samego stania w lodówce. Sięgam po napar kozieradkowy dzień w dzień. Wcieram go zaraz po umyciu włosów w skórę głowy. Jest to płyn więc w żaden sposób nie obciąża włosów. I tak sobie chodzę do następnego następnego mycia.
Po tygodniu stosowania, z ręką na sercu, jak bum cyk cyk, mówię prawdę- zauważyłam efekty. Nieśmiało ale skutecznie, moje włosy zaczęły zaprzyjaźniać się ze skórą głowy i pozostawały z nią w symbiozie coraz dłużej. Przestały wypadać, może nie całkiem ale w odpływie umywalki czy na poduszce jest ich o jakieś 2/3 mniej. A uwierzcie, wypadały bardzo. Na skroniach miałam już przerzedzenia, łzy w oczach i rozpacz w sercu. Ale to tylko wspomnienia, te przedkozieradkowe.
I wiem, że włosów nie muszę obcinać na krótko. Po horrorze z końca lipca po raz pierwszy jestem zadowolona z moich włosów i choć do ideału im jeszcze daleko to zaczynam wreszcie wierzyć że  kiedyś, może już wkrótce ten stan osiągnę. I moje włosy będą na medal :)

Ale kozieradka nie ratuje tylko włosów. Działa też pozytywnie na moją kapryśną niczym dwuletni rozpuszczony berbeć cerę. Przygotowuję napar- łyżeczkę kozieradki zalewam niewielką ilością wrzątku i powstaje takie żółte gęstawe coś. Po ostygnięciu i odstaniu na wierzchu mamy płyn a na dnie ciapę. Płyn stosuję jako tonik i przemywam nim twarz dwa razy dziennie.  A tym żółtym maziowatym traktuję nieproszonych gości- pac na dziada i zostawiam na noc. Zapytacie o efekty- przyrównałabym działanie kozieradki do magika który jednym szybkim ruchem wyciąga królika z kapelusza. Już na drugi dzień  niespodzianki bledną, marnieją, znikają. Cera jest jednolita i tak łatwo się nie poddaje kolejnym atakom obcych. 
Odstawiłam gotowe toniki, odstawiłam inne specyfiki. Teraz kozieradka, dwa kremy i olejek z drzewa herbacianego.

Kocham kozieradkę ♥. I Kascysko ♥

Przy okazji tych zachwytów wrzucam moją włosową aktualizację- zaraz po hennowaniu orzechowym brązem. 
 
 
Jest różnica, prawda? Włosy podcięte, po hennie odzyskują blask ( zdjęcia bez flesza więc nie podbijam sztucznie ich lśnienia). Powoli dochodzą do siebie, uczą się na nowo skrętu (wierzchnia warstwa wolniej, pod spodem mam świderki). Henna Orzechowy Brąz Khadi z załozenia daje chłodny efekt, jednak na moich rozjaśnianych włosach przybiera odcienie rude i muszę Wam powiedzieć że lubię się w tym wydaniu. Do tego stopnia ze planuję kolejną hennę w odcieniach czerwieni właśnie ;)
ps. kozieradkę kupicie w aptece lub sklepach zielarskich. Ja swoją mam z doz.pl KLIK

pozdrawiam
Aga

czwartek, 1 listopada 2012

Siemię lniane-niepozorny magik włosowy

Jakiś czas temu kupiłam w TESCO paczkę siemienia lnianego. Paczka leżała w szafce i kurzyła się bo nygus ze mnie straszny. Na blogach włosowych i nie tylko czytałam sporo wpisów nt siemienia, jednak natłok obowiązków zaprzątających moją głowę wyparł fakt posiadania siemienia w domu. 

Tydzień temu przypomniałam sobie o nim, wyrzuty sumienia odezwały się gromkim krzykiem co skłoniło mnie do zrobienia czegokolwiek z tymi nasionkami.
Siemię lniane- pamiętam je z zamierzchłych, przedpotopowych czasów mojego dzieciństwa gdy to mój własny osobisty tata kupował je i zaparzał po czym wypijał twierdząc że siemię lniane znakomicie łagodzi podrażnienia układu pokarmowego. Ok, niech sobie łagodzi, ja tego nie potrzebuję.
Jednak z czasem, po wielu dniach, tygodniach buszowania na blogach włosomaniaczek, zaczęła zapalać mi się lampka- może warto jednak wypróbować te ziarenka?

                                                     Kilka słów o siemieniu lnianym                                             

Siemię- nasiona lnu zwyczajnego, stosowane jako środek leczniczy od wielu lat. Ziarenka po zalaniu wodą pęcznieją i otaczają się śluzem. Wykorzystywane są również do produkcji oleju lnianego. 


Co znajdziemy w siemieniu?
  • błonnik
  • witaminy, takie jak wit. E czy też witaminy z grupy B
  • magnez, żelazo, wapń, cynk
  • wielonienasycone kwasy tłuszczowe
Siemię lniane jest wykorzystywane wewnętrznie w wielu różnych schorzeniach: nieżyt żołądka i dwunastnicy, przy chorobie wrzodowej, pomocniczo przy menopauzie i chorobie nowotworowej, wzdęcia, przy suchości śluzówki  etc etc

                                                       Jak ja wykorzystuję siemię lniane?                                       

  • od wewnątrz jako napój- zalewam przegotowaną letnią wodą w ilości ok szklanki 2 łyżki siemienia i odstawiam na 24h do lodówki. Po tym czasie mieszam z zmiksowanymi owocami lub sokiem z marchwi i wypijam razem z nasionkami (które rozgryzam). Póki co piję od kilku dni ale ma mi to pomóc na skórę, włosy i paznokcie. Oprócz spraw urodowych ma też zwiększyć  odporność i zmniejszyć bóle menstruacyjne.

  • tzw glutek lniany- wsypuję 1-2 łyżek siemienia do garnka z 250ml wody i gotuję przez ok. 15 minut co jakiś czas mieszając. Następnie przecedzam przez sitko oddzielając śluz od ziarenek. Glutek czyli śluz który wytworzył się z gotowania nasionek wlewam do miseczki i trzymam przez ok tydzień, max dwa w lodówce. To doskonały środek łagodzący i nawilżający- nakładam na twarz w formie maseczki, aplikuję na skórę głowy. Oprócz tego glutek to świetny naturalny żel do stylizacji włosów.
Nakładam go na umyte, wilgotne włosy wygniatając pasemka dłonią.

przepraszam za brak makijażu


Po wyschnięciu mam suche sztywne loczki które wystarczy odgnieść ręką by zyskały miękkość i naturalny wygląd.


Przy okazji mała aktualizacja włosowa :)


To jak? Przekonałam Was do siemienia? Naprawdę warto :)

pozdrawiam
Aga

wtorek, 5 czerwca 2012

Akcja „Włosy rosną jak na drożdżach”

Jakiś czas temu wzięłam udział w kolejnej edycji akcji włosomaniaczek na blogu Anwen.
źródło www.anwena.blogspot.com
W skrócie polegało to na zmierzeniu pasemka kontrolnego dwa razy- przed i po akcji oraz piciu przez miesiąc drożdży. O przebiegu całej akcji poczytacie tutaj.

Jakie są moje spostrzeżenia?
Zaczynałam od pasemka o dł. 38cm, równo po miesiącu pasemko to miało 40cm czyli włosy urosły mi o 2 cm. Normalnie rosną ok 1 cm więc drożdże przyśpieszyły ich wzrost dwukrotnie.
Nie brałam żadnych innych przyśpieszaczy- czy to w postaci suplementów czy wcierek. Tylko drożdże.
Nie pojawiły się niestety baby hair, drożdże też nie zahamowały wypadania, nad czym ubolewam bo bardzo mi na tym zależało. Nie zmieniło się też przetłuszczanie włosów czy skóry.
Okropnie mnie wysypało, po ok. tygodniu picia drożdży na mojej skórze twarzy, szyi, przedramion, dekoltu i pleców pojawiło się mnóstwo swędzących niespodzianek z którymi do tej pory walczę czyli prawie dwa miesiące. Powoli się to uspokaja ale baardzo powoli.
I na koniec fotka porównawcza (na drugim zdjęciu włosy są mniej napuszone i gładsze gdyż fotografowałam je w dniu zmywania oleju).


Od dwóch tygodni nie piję już koktajlu drożdżowego i skóra dochodzi do siebie. Korci mnie by znowu zacząć pić drożdże ale boję się powtórki z rozrywki czyli mega wysypu. Pomyślę.


pozdrawiam
Aga

wtorek, 3 kwietnia 2012

Zdrówko!


Nie, nie będę piec, choć kasjerka w Biedronce patrząc na ilość drożdży jakie dzisiaj kupiłam zapewne podejrzewała że szykują się wielkanocne wypieki.








Nie ;) ku ubolewaniu mojego męża nie lubię piec.
Drożdże posłużą mi jako eliksir wzmacniający włosy a przede wszystkim przyspieszający ich porost.
Na fali bloga Anwen postanowiłam bowiem ostro wziąć się za nie tylko ich pielęgnację ale i zapuszczanie.
Zanim przejdę do meritum,  polecam Wam świetny wpis Anwen Przyspieszanie porostu w pigułce

Ok, zaczynamy :)
Podczas  dzisiejszych zakupów, dumając przy lodówce z masłami i margarynami moje oko zawisło na drożdżach. Przypomniawszy sobie włosową historię Czarnej Orchidei klik która wspomniała o kuracji drożdżami jako rewelacyjnej metodzie na przyśpieszenie porostu włosów sięgnęłam od razu po 3 paczki drożdży.
Ponieważ pamiętałam o tym, jaki dokładnie koktajl przyrządza sobie Czarna Orchidea sięgnęłam też po cappuccino, mleko i kakao.
Zacytuję Wam dokładny przepis Orchidei który znajduje się na blogu Anwen:

Przede wszystkim piłam drożdże. Zaczęłam od 1/4 kostki, później juz piłam do 1/2. Przepis na miksturę dziewczyny modyfikują wedle uznania i smaku oczywiście, można pic z mlekiem bądź wodą, z miodem, kostką rosołową, galaretką. Ważne, aby drożdże wcześniej zabić. Ja swój cudowny napój przygotowywałam tak: wyciągałam drożdże z lodówki, aby trochę postały w temperaturze pokojowej, do kubeczka i rozbijałam je. Nastawiałam sobie mleko i takim gotującym się właśnie zalewałam drożdże, mieszając. Przykrywałam, aby mieć pewność ze zabiłam je na śmierć ;) Gdy juz trochę wystygły (bardzo ważne, wcześniej nie możemy rzucać nic, co miałoby cukier, bo będą mieć pożywkę i zaczną rosnąc) dodawałam trochę miodu, cacao decomoreno i cappuccino z biedronki najlepiej jakieś czekoladowe. Taki napój był naprawdę do przeżycia. 

 źródło http://anwena.blogspot.com/2011/08/moja-wosowa-historia-czarna-orchidea.html
 


Wróciłam do domu i wypakowałam moje zakupy. Postanowiłam iść za ciosem i przyrządzić swoją drożdżową mieszankę. Zaczęłam od 1/4 kostki.











Drożdże rozdrobniłam, wrzuciłam do kupka i zalałam gotującym się mlekiem ( drożdże musimy zabić wrzątkiem).













Gdy specyfik nieco przestygł, dodałam trochę cappuccino, kakao i miodu.













Fuj! Niedobre to jak nie wiem co. Ale ufnie patrzę w przyszłość z nadzieją że przyzwyczaję się do smaku i z czasem przejdę do połowy kostki drożdży dziennie.
Niecierpliwie oczekuję pierwszych efektów, ale tych pozytywnych. Mam bowiem nadzieję że charakterystyczny dla picia drożdży wysyp na skórze mnie ominie- choć, znając moje szczęście...


Wasze zdrowie!
Aga

środa, 28 marca 2012

Pielęgnacja moich włosów- czas start!

Moje włosy...no właśnie :/ moje włosy to tragedia. Całe  życie byłam z nich niezadowolona.

Są cienkie i delikatne. Od czasu do czasu mocno wypadają. Skóra głowy się przetłuszcza zaś same włosy są raczej normalne , teraz na długości tak od ucha zniszczone a raczej przesuszone. Na szczęście końcówki są całe. Póki co walczę do sierpnia o długość, potem mogę podciąć.
Moje włosy lubią silikony na końcówki, od czasu do czasu mocną maskę. Na co dzień lekki odżywki by nie uzyskać efektu przylizu.  Raczej nie suszę ich suszarką, czasami od dzwonu użyję prostownicy czy lokówki  (są falowane, na karku mocniej się kręcą).

Mam kosmetyki, mam półprodukty, oleje... i brak mi logicznego planu oraz systematyczności. Help!


Tak wyglądają moje nędzne piórka


Wyobraźcie sobie moje szczęście, gdy swego czas Anwen-autorka kultowego bloga Jak dbać o długie włosy zadeklarowała swoją pomoc. Znacie?  Jeśli nie mieliście jeszcze okazji i jakimś cudem blog ten nie wpadł Wam w oko to serdecznie zapraszam.
Wysłałam Anwen listę moich kosmetyków i półproduktów włosowych a ona ułożyła plan. Oto on:


Dzień1
Spryskaj włosy mgiełką aloesową, na to  olej przed myciem (może być na noc albo na jakąś godzinę –dwie)- najlepiej mix kokos+Babydream+skwalan: tak by łącznie wyszła Ci łyżka stołowa
Mycie szamponem (CHI, Fitomed, Pharmaceris)
Odżywka fitimed albo CHI (one obie są do spłukiwania tak?)
Po osuszeniu ręcznikiem odrobina kokosa, a na to jeszcze odrobina jedwabiu lub serum Alfaparf(uwaga z ilością, żeby włosów nie obciążyć za bardzo)
Dzień2
OMO: odżywka na mokre włosy (tu by się przydała jakaś tania np. Isana z babassu, bo tych co masz trochę szkoda na pierwsze O)
Odzywki nie spłukujesz tylko od razu nakładasz szampon na skórę głowy (te same co dzień 1)
Spłukujesz dokładnie szampon z odżywka i znów nakładasz samą odżywkę (CHI)
Na końcówki znów olej+jedwab
Dzień3
Pryskasz włosy mgiełką aloesową
Maska przed myciem wzbogacona półproduktami (np. aloes, panthenol, jedwab, ekstrakty 2-3 rodzaje nie więcej, hydromanil, mocznik)- całość przykrywasz foliowym czepkiem i ręcznikiem i trzymasz to min. 30 minut
Mycie szamponem (te same co dzień 1)
Odżywka (może być nałożona jedynie od ucha w dół, żeby nie obciążała za bardzo)
Końcówki zabezpieczasz olej+ jedwab
Dzień4
Tak samo jak dzień pierwszy ale szampon Joanny (on jest chyba bardziej oczyszczający) . W tym dniu możesz też co 2-3 tydzień zrobić peeling cukrowy – on dobrze odświeża włosy.

DODATKOWO:
W dni kiedy nie myjesz możesz włosy spryskać mgiełką i nałożyć odrobinę odżywki b/s (np. Joanna Naturia - fajna jest ta z lnem i rumiankiem, albo ta co ja mam zielona herbata i pokrzywa)
Jeżeli włosy byłyby za bardzo obciążone, możesz w Dzień 4 zrezygnować z oleju a zamienić to na OMO. Chociaż na początek olejowanie 2 razy w tyg powinno być ok :) I lepiej olej nakładać na same włosy - jeśli masz tendencję to wypadania to na wszelki wypadek unikaj nakładania oleju na skalp.
Do wody brzozowej możesz dodawać aloes, kofeinę i ekstrakt wzmacniający włosy i wcierać to po każdym myciu, włosy powinny po tym ładnie przyspieszyć - jakbyś zauważyła podrażnienie to odstaw.
Płukanka z l-cysteiny nie częściej niż raz na 3 tygodnie. Jeśli byś po niej zauważyła, że włosy zrobiły się bardziej suche to znaczy, że masz je mocno naproteinowane i trzeba je nawilżyć. Po płukance efekt widoczny jest dopiero po następnym myciu (już bez płukanki).
Mgiełka aloesowa np: Woda (do 100ml) + aloes (10ml) + panthenol (10 kropli)+ olej Babydream (4 krople)+ hydromanil (6 kropli) + ewentualnie olejek eteryczny jaki lubisz (10 kropli) Można też do niej dodać keratynę, ale musiałabyś obserwować włosy czy nie dostają za dużo protein. Na początku może lepiej zrobić bez.
I jeszcze jedna ważna rzecz – czesanie. Nie wiem czego używasz, ale przydałby się grzebień z szeroko rozstawionymi zębami. Włosów w Twoim przypadku najlepiej w ogóle nie czesać na sucho, a jak już to właśnie tylko takim grzebieniem i po uprzednim spryskaniu włosów mgiełką i nałożeniu odrobiny odzywki b/s (np. Joanna Naturia). 

Jednym słowem konkretny i bardzo szczegółowy scenariusz mojego działania w celu poprawy wyglądu włosów.
Konspekt ten wydrukowałam, powiesiłam przy komputerze i... przyznaję się bez bicia, nie mam serca do przestrzegania go :/ Wizja pięknych włosów jest niezwykle kusząca ale lata traktowania ich po macoszemu wyrobiły we mnie lenistwo pod tym względem i ciężko mi tak od razu, natychmiast zmienić swoje przyzwyczajenia o 180 stopni. Chyba potrzebuję jakiegoś bata nad głową ;).

Zaczęłam grzecznie- od olejowania.  Wykonałam mgiełkę aloesową ( która btw kilka dni temu po prostu jakimś cudem mi zniknęła z domu, nie mogę też znaleźć codziennie używanego korektora Salmon oraz maski pro Ziaja- czas chyba na odgruzowanie chałupy).
Zmieszałam posiadane oleje i nałożyłam je w ilości jednej łyżki stołowej na moje włosięta spryskane uprzednio w/w mgiełką. Trzymałam całą noc, na drugi dzień ładnie zmyłam, nałożyłam olej i jedwab na końcówki. To był pierwszy dzień. Potem było coraz gorzej. Ponieważ nadal nie zaopatrzyłam się w prostą odżywkę do OMO, dzień drugi ominęłam. Dzień trzeci też nie wyszedł bo byłam zawalona pracą i nie miałam czasu na dodanie półproduktów do maski :/  Czyli wprowadziłam w życie tylko dzień pierwszy z olejem, na dodatek przy kolejnym olejowaniu nie chciało mi się mieszać ze sobą olejów i dałam tylko ten Babydream fur Mama.
Wyrzuty sumienia odezwały się po jakimś tygodniu. W poniedziałek będąc na mieście weszłam do Rossmanna i kupiłam odżywkę Isana z babassu. I to wystarczyło by uspokoić sumienie gdyż odżywka leży na półce i ładnie wygląda. Obiecuję jutro zrobić moje pierwsze OMO.

Nie wiem czemu akurat pielęgnacja włosów to taka katorga dla mnie? Kosmetyki twarzowe nakładam regularnie i z przyjemnością, kręcę samoróbki. A w przypadku włosów idzie mi jak po grudzie. Nie mam chęci, brak mi systematyczności... myślę że to wina starych przyzwyczajeń i faktu że mycie i pielęgnacja włosów u mnie to taki impuls, nie mam w zwyczaju myć ich regularnie , zwykle gdy np. wyglądają tak sobie a ja muszę gdzieś wyjść i dobrze się prezentować decyduję się na mycie- a wtedy nie mam czasu na jakieś OMO, mieszanki maski z półproduktami bo czas mnie goni. I tym sposobem wyglądają tak jak wyglądają.
Uff, wyznałam swoje grzechy i jest mi lżej. Teraz gdy wiecie  będzie mi trudniej to olewać. 


A jak u Was wygląda sprawa pielęgnacji włosów? Tylko szampon i odzywka czy macie swoje rytuały włosowe które celebrujecie z przyjemnością?
Podzielcie się  swoimi sekretami :)


aktualizacja- jesteście fanatyczne!  Tyle wsparcia, porad i dobrych słów dostałam od Was że teraz nie ma zmiłuj, moje włosy przejdą rewolucję pielęgnacyjną! Postanowiłam i basta! Będę Was na bieżąco informować (1-2 razy w miesiącu) co stosuję i jakie są efekty a za 3 miesiące zadziwię Was (i siebie) rezultatami. 

czwartek, 29 marca- zrobiłam OMO i żyję :)))


pozdrawiam
Aga