I nadszedł ten czas, ten dzień, kiedy przedstawiam Wam ostatnią metamorfozę meblową.
To nowy-stary mebel który zakupiłam teraz, z myślą o przerobieniu go.
Drewniana komoda, dość zniszczona i porysowana.
Nie kosztowała wiele ale przewiezienie jej a najpierw zniesienie do samochodu przed dwie baby (moja siostra i ja) było nie lada wyczynem. Ale udało się, komoda dotarła szczęśliwie do domu . I zaczęło się.
Najpierw porządnie ją umyłam i poczekałam aż wyschnie. Następnie wyszlifowałam całą papierem ściernym i znowu umyłam. Zmieszałam z kremową farbą akrylową czarną farbę by powstał ciemnoszary kolor i tym specyfikiem pomalowałam wszystkie wystające krawędzie komody...
...oraz środek drzwi i szuflad.
Gdy farba wyschła, miejsca które pociągnęłam szarością, pokryłam (nie wszystkie) świecą.
Czas na malowanie. 4 warstwy farby akrylowej Luxens w kolorze kremowym. Nakładałam jak zwykle wałkiem welurowym. Między każdą warstwą robiłam 6-godzinne odstępy by farba dobrze wyschła.
Po malowaniu przetarłam krawędzie papierem ściernym, miejsca wokół uchwytów i generalnie wszędzie tam gdzie wcześniej użyłam świecy. Dzięki zastosowaniu wosku kremowa farba bez problemu odchodziła już po dotknięciu tego miejsca papierem.
To celowy zabieg mający za zadanie uzyskać efekt podniszczonej, postarzonej komody. Do porównania- górna szuflada nietknięta papierem ściernym, ta na dole już zrobiona.
Komoda została 2 razy polakierowana akrylowym lakierem Flugger 20, o półmatowym finiszu.
Ale to nie koniec. Komoda od początku wydawała mi się zbyt niska, przy moim wysokim mieszkaniu wyglądała jak skrzynka na zabawki dla 2-letniego szkraba. Dlatego postanowiłam ją podwyższyć o 24 cm, kupując w internecie bukowe nogi w stylu ludwikowskim.
O takie
Jak widać Kluski były niezwykle zaciekawione nogami- nie wiem czy planowały je zjeść czy aportować.
Nogi pomalowałam kremową farbą akrylową Luxens, polakierowałam i przy pomocy męża przykręciłam do komody.
Czas na ostatni akcent, dopieszczający całość.
W sklepie internetowym zamówiłam kilka serwetek do decoupage. Na komodę wybrałam stylową kobietę na tle wieży Eiffla.
Wycięłam jeden motyw choć lepiej jest wydzierać gdyż serwetka ładnie się wówczas wtapia.Rozwarstwiłam serwetkę by przykleić tylko jedną cieniutką warstwę, tę z nadrukiem.
Klejem do decoupage posmarowałam przód drzwiczek komody i ostrożnie przykleiłam serwetkę. Zaczęłam od środka i stopniowo odchodziłam na boki, wygładzając ją.
Rzecz jasna nie uniknęłam zmarszczeń, dlatego gdy klej podsechł, wyprasowałam drzwiczki z serwetką niezbyt gorącym żelazkiem. Robiłam to przez pergamin do pieczenia.
Gdy wszystko wyschło, brzegi serwetki musnęłam pędzlem z farbą by jeszcze bardziej wtopić motyw w powierzchnię, na koniec całość polakierowałam.
Tak prezentuje się goła komoda po zmianach.
A tak z wszelkimi pierdółkami ozdobnymi.
I na koniec porównanie przed/po
Uff! Wszystkie meble przerobione i dopieszczone. Masa czasu, pracy, nakładów finansowych ale warto było :)
pozdrawiam
Aga