Masełkowy żółty, czyli butter yellow, od kilku sezonów nie schodzi z modowego afisza. W tym sezonie nadal jest jednym z tych kolorów, które pojawiają się bardzo często, szczególnie w lekkich, letnich ubraniach.
Właśnie w takim odcieniu jest sukienka, którą wybrałam na jeden z letnich dni. Delikatna żółć nie jest krzykliwa, dzięki czemu nawet przy bardzo kobiecym fasonie całość pozostaje swobodna.
Sukienka ma marszczony dekolt w kształcie litery U, cienkie ramiączka i elastyczną talię, która miękko dopasowuje się do sylwetki. Dół sięga poniżej łydki i ładnie pracuje przy ruchu, dzięki czemu fason nie jest ani zbyt formalny, ani przesadnie dziewczęcy.
Materiał jest miękki, lekko prążkowany i przyjemny w dotyku, a jego elastyczność sprawia, że sukienka dobrze dopasowuje się do sylwetki.
Są również kieszenie, które w sukienkach zawsze traktuję jako duży plus. Sukienka ma wbudowany biustonosz z wyjmowanymi wkładkami, co jest kolejnym praktycznym rozwiązaniem.
Tym razem postawiłam na jasne, neutralne dodatki. Torebka w kolorze kości słoniowej i białe klapki na niewielkim obcasie dobrze współgrają z delikatnym odcieniem sukienki, pozostawiając jej całą uwagę.
Nie jest to jednak stylizacja, która ma wyglądać przesadnie elegancko. Raczej kobieca wersja letniej swobody. Taka, w której można wyjść na kawę, spacer czy lunch i nie zastanawiać się przez cały dzień nad tym, czy wszystko nadal wygląda tak, jak powinno.
Butter yellow ma tę zaletę, że jest wyrazisty, ale nie dominuje. Trochę przypomina wanilię, trochę krem i właśnie dlatego tak dobrze odnajduje się w zestawieniu z bielą czy kolorem kości słoniowej. To jeden z tych trendów, które można potraktować bardzo dosłownie albo po prostu przemycić do garderoby w swoim własnym stylu.
Tutaj wybrałam tę drugą opcję. Żółta sukienka, jasne dodatki i maksimum letniej lekkości.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Nie zostawiaj komentarzy w stylu "zapraszam do mnie", linków do bloga etc. Mój blog to nie miejsce na czyjąś reklamę.
Dziękuję :)